Morze.
Nie jako romantyczny pejzaż, lecz bezkresna tablica pamięci.
Brak miejsc pochówku, brak nazwisk.
Morze jako trumna, która nie została zamknięta.
Z tej ciszy, z tej potrzeby opowiedzenia tego co nieme, zrodził się projekt muzyczny
„Okręty Trumny” dźwiękowy hołd dla ofiar II Wojny Światowej, które zginęły na morzu. To
także projekt o słuchaniu siebie nawzajem, o przestrzeni, która nie mówi, lecz rezonuje.
Pomysł narodził się intuicyjnie. Po latach komponowania do teatru, opery, tańca i
współczesnej poezji coraz silniejsza stawała się we mnie potrzeba oderwania się od
linearyzmu klasycznej notacji i oddania się w improwizację. Do tej otwartej koncepcji
zaprosiłem troje artystów, których brzmienie i wrażliwości tworzą mozaikę niezwykle
interesującą: Jerzego Mazzolla, Maję Miro i Katarzynę Podporę.
Katarzyna Podpora gra na akordeonie, preparowanym gramofonie, ale też na przedmiotach
z pogranicza muzyki i milczenia: odnalezionych w piasku morskim kościach zwierząt,
fragmentach drewna wyrzuconych przez fale - znaleziskach, które same w sobie są
nośnikami przemijającego czasu.
Maja Miro to wspaniała instrumentalistka, kompozytorka, flecistka klasyczna specjalizująca
się w stylu baroku, która ze swobodą porusza się w świecie eksperymentu, elektroniki i
konstrukcji własnych instrumentów.
Jerzy Mazzoll, klarnecista, legenda sceny free improvisation, jeden z ojców „yassu”.
Artysta, którego działalność w zespołach Miłość i Arhythmic Perfection zdefiniowała nową
estetykę radykalnej improwizacji lat 90. Grał między innymi z Beretem Brötzmannem.
Jerzy przekracza granice stylu i formy. Każdy jego dźwięk jest decyzją nieprzewidywalną,
ale nigdy przypadkową.
Od początku czułem, że w kompozycji chcę użyć preparowany fortepian oraz kontrabas
elektryczny. Oba instrumenty potraktowałem jako przestrzenie rezonansu. Fortepian
oferuje dużo możliwości wydobywania, kształtowania i śledzenia dźwięku. Do nagrania
fortepianu użyłem czterech par mikrofonów o zróżnicowanych zakresach oraz zadaniach,
co częściowo dało efekt dwóch grających jednocześnie fortepianów. Natomiast delikatnie
modyfikowany elektronicznie kontrabas nadawał puls, tworząc przestrzeń swą
niedookreśloną barwą.
W lutym 2024 roku spotkaliśmy się po raz pierwszy w tym składzie. Dwie godziny wspólnej
improwizacji bez założeń, bez próby dały nam poczucie zaufania. Improwizacja bowiem
nie polega jedynie na wolności, to akt wzajemnego wsłuchiwania się. I ten pierwszy akt
słuchania stał się zalążkiem wspólnego głosu. do nagrań doszło w czerwcu tego roku.
„Okręty Trumny” nie są kompozycją klasycznym sensu stricto. Są żywą strukturą, złożoną z
ciszy, napięcia, hałasu i oddechu, często pozbawione ośrodka tonalnego. Jeden z krytyków
kiedyś określił taką muzykę „muzyką braku”. To określenie determinuje całą moją
twórczość. Nie ma jednego tempa, nie ma jednego rytmu. Jest wspólne dryfowanie.
Projekt zrodził się z długich, nocnych rozmów. Z Jerzym, Mają i Katarzyną szukaliśmy
określenia, które oddawałoby charakter utworów. Ten metaforyczny tytuł to nie tylko hołd
ofiarom wojny na morzu, to również obraz samej muzyki: jako czegoś, co zawiera w sobie
śmierć i trwanie, stratę i wspomnienie, przeszłość i teraźniejszość, przestrogę.
Okładka płyty oddaje charakter projektu. Od początku wiedziałem, że Agnieszka
Wojciechowska tancerka, choreografka i performerka, dla której tworzyłem wcześniej
muzykę do spektakli tańca współczesnego wspaniale oddała ducha nagrań. Wybraliśmy się
na Wyspę Sobieszewską, gdzie wśród piasku, wiatru i szarego światła Bałtyku, zatańczyła
rozpacz odejścia.
Muzyka, którą usłyszycie, nie ma początku ani końca.
Jest fragmentem — być może snem, być może wspomnieniem, być może tylko echem.
Nie szuka katharsis.
Nie prowadzi do rozwiązania.
Jest trwaniem.
W ciszy po katastrofie.
W braku formy.
W dźwiękach, które są jak fale, nigdy takie same, nigdy całkiem inne.
Max Kohyt